Przejdź do treści
Transport i logistyka

Dorohusk: 40 godzin oczekiwania na odprawę, Hrebenne 25. Co to oznacza dla dostaw

Redakcja
Na wyjazd z Polski w Dorohusku ciężarówki czekają ok. 40 godzin, w Hrebennem 25. W kolejce stoi ok. 900 tirów, a alerty powietrzne wstrzymują odprawy.

Blisko dwie doby — tyle wynosi obecnie czas oczekiwania ciężarówek na odprawę na przejściu granicznym z Ukrainą w Dorohusku w województwie lubelskim. W Hrebennem jest to około doby. To nie są statystyki sprzed tygodni, lecz dane z piątku 16 października 2026 roku, podane przez Izbę Administracji Skarbowej w Lublinie. Dla każdego, kto wysyła lub odbiera towar jadący na Ukrainę przez lubelskie przejścia, oznacza to jedno: do normalnego czasu przejazdu trzeba dziś doliczyć dodatkową dobę albo dwie.

Ile dokładnie trwa czekanie — dane z 16 października 2026

Rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Lublinie Michał Deruś powiedział PAP, że w piątek kierowcy tirów jadących na wyjazd z Polski przez Dorohusk muszą czekać około 40 godzin. Na drugim dużym przejściu, w Hrebennem, szacunkowy czas oczekiwania to 25 godzin.

Lubelska Krajowa Administracja Skarbowa opublikowała pełny raport z towarowych przejść w województwie, według stanu na godzinę 8:00 w dniu 16 października 2026 roku. Dla kierunku wywozowego z Polski wyglądał on tak:

  • Dorohusk — 40 godzin oczekiwania
  • Hrebenne — 25 godzin
  • Zosin — 8 godzin
  • Koroszczyn — 4 godziny
  • Dołhobyczów — 1 godzina

Różnice są więc ogromne — między Dołhobyczowem a Dorohuskiem jest niemal czterdzieści godzin rozbieżności. To pokazuje, że „sytuacja na granicy" nie jest jednym wskaźnikiem: dwa transporty wyjeżdżające tego samego dnia z tego samego magazynu mogą dotrzeć na miejsce w zupełnie innym czasie, zależnie od tego, przez które przejście je skierowano.

Skala kolejki w Dorohusku robi wrażenie także w liczbie pojazdów. Według szacunków służb granicznych na wyjazd z Polski czeka tam około 900 samochodów ciężarowych. — Kolejka jest bardzo duża. Ona się zaczyna już przed Chełmem. Szacujemy, że potrzeba około dwóch dób, żeby odprawić samochody — powiedział Deruś. W kolejce do przejścia w Hrebennem stoi według szacunków 250 tirów.

Czym jest odprawa graniczna i dlaczego alerty ją zatrzymują

Odprawa graniczna to zestaw czynności, które służby — celne i graniczne — muszą wykonać, zanim pojazd z towarem opuści terytorium jednego państwa i wjedzie na terytorium drugiego: sprawdzenie dokumentów przewozowych, zgodności ładunku z deklaracją, kontrola pojazdu i kierowcy. Dopiero po jej zakończeniu ciężarówka może fizycznie zjechać z terenu przejścia na stronę sąsiada. Innymi słowy: to nie jest przejazd przez szlaban, tylko procedura, którą ktoś musi wykonać dla każdego pojazdu z osobna — i dlatego kolejka 900 aut rozkłada się na kilkadziesiąt godzin.

Na tę procedurę nakładają się obecnie dodatkowe utrudnienia związane z częstymi rosyjskimi atakami powietrznymi na zachodzie Ukrainy. O atakach ostrzegają alerty wysyłane do mieszkańców i służb.

— Alerty te wywołują konieczność wstrzymania odpraw, a jeżeli trzeba, dokonywania ewakuacji. W ostatnim czasie ewakuacji jest mniej, natomiast alertów, które powodują wstrzymanie odpraw, w Dorohusku i w Hrebennem, może być od kilku do kilkunastu w ciągu dwunastogodzinnej zmiany — powiedział rzecznik lubelskiej KAS.

Pojedyncza przerwa nie jest długa. Jak tłumaczył Deruś, trwa na ogół od kilkunastu do kilkudziesięciu minut. Problem w tym, że się sumują: jeżeli alertów jest kilkanaście w ciągu jednej zmiany, daje to nawet kilka godzin wstrzymania odpraw. Przy kolejce, która i tak liczy setki pojazdów, każda taka godzina przesuwa cały ogon jeszcze dalej.

Ważny jest też mechanizm po drugiej stronie. Deruś wyjaśnił, że nawet jeśli w czasie trwania alertu służby graniczne mogą i wykonują różne czynności związane z odprawą, to samochody i tak nie mogą wyjechać z terenu przejścia granicznego, ponieważ na Ukrainie panuje wtedy sytuacja alarmowa związana z zagrożeniem z powietrza. — Siłą rzeczy Ukraina już nie przyjmuje wtedy samochodów — dodał. Papierkowa część pracy może więc trwać, ale ruch fizyczny staje.

Alerty nie są zjawiskiem rzadkim. W czwartek Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało do mieszkańców województwa lubelskiego dwa alerty o rosyjskich atakach powietrznych na terenie Ukrainy, a po północy w piątek kolejne cztery. Mieszkańcy sześciu powiatów otrzymali dodatkowo ostrzeżenia o zagrożeniu z powietrza. Ostatni alert został odwołany po godzinie 10.

Piątek to najgorszy dzień na podjazd pod granicę

Do czynników niezależnych od nikogo dochodzi zwykła sezonowość tygodnia. Rzecznik IAS w Lublinie zaznaczył, że przed weekendami i świętami kolejki do przejść granicznych rosną. — Piątek to jest taki dzień, gdzie wzrost ruchu i liczby samochodów oczekujących na wyjazd jest nawet kilkudziesięcioprocentowy — powiedział.

Dla planującego transport to konkretna wskazówka: wjazd w kolejkę w piątek trafia w moment, w którym liczba oczekujących pojazdów jest największa w całym tygodniu, a więc i czas oczekiwania jest najdłuższy. Dane z 40 godzinami w Dorohusku pochodzą właśnie z piątkowego poranka.

Co to oznacza dla dostaw i dla przewoźników

Czterdzieści godzin postoju w kolejce to prawie dwie pełne doby, których nie było w pierwotnym harmonogramie. Jeśli towar miał być na miejscu „w dwa dni", realny termin przesuwa się o kolejne dwa. Przy ładunkach wrażliwych na czas różnica między Dorohuskiem a Dołhobyczowem — 40 godzin kontra godzina — potrafi zdecydować o tym, czy dostawa zdąży.

Skutki uboczne są równie praktyczne:

  • Czas pracy kierowcy — doba lub dwie spędzone w kolejce to czas, w którym pojazd i człowiek są zajęci, a nie wykonują kolejnego zlecenia.
  • Nieprzewidywalność — ponieważ przerwy w odprawach wynikają z alertów powietrznych, których nikt nie planuje z wyprzedzeniem, szacowany czas oczekiwania może się zmienić w ciągu jednej dwunastogodzinnej zmiany.
  • Efekt kumulacji — kolejka w Dorohusku zaczyna się już przed Chełmem, więc pojazd dołączający do niej jest fizycznie oddalony od samego przejścia o wiele kilometrów.

Dla nadawcy przesyłki praktyczny wniosek jest prosty: deklarowany przez przewoźnika czas dostawy na trasie przez lubelskie przejścia graniczne trzeba dziś traktować jako wartość wyjściową, do której realnie dochodzi czas odprawy — a ten na 16 października 2026 roku wynosił od godziny do czterdziestu godzin, zależnie od wybranego przejścia. Warto przy tym pamiętać, że podane wartości dotyczą kierunku wywozowego, czyli wyjazdu z Polski.

Krajowa Administracja Skarbowa publikuje aktualne raporty o czasie oczekiwania na poszczególnych przejściach towarowych w województwie lubelskim — i to one, a nie średnie sprzed kilku dni, są dziś jedyną sensowną podstawą do planowania wyjazdu pod granicę.